|
czwartek, 12 marca 2009
wtorek, 10 marca 2009
55.
Szal Zosi w całości będzie opierał się na motywach i wzorach „ koronki szetlandzkiej” opisanej przez Sharon Miller. Szczerzę przyznaję, że wzory te, choć pracochłonne, lekkie, mgiełkowate, są dla mnie, ortodoksyjnej wyznawczyni koronczarstwa, po prostu ażurami. Jak wiecie ażury kocham, więc to żadna obelga. Autorka w książce zadaje sobie trud udowodnienia, że wiele wzorów szetlandzkich to jednak koronka, ale z całą sympatią i szacunkiem dla techniki i tradycji nie mogę się zgodzić z taką kwalifikacją. Zresztą takie same wątpliwości mam co do „ koronki irlandzkiej” , ale może uda mi się, poruszyć ten temat w innym blogu, który chcę poświęcić tylko dziewiarstwu, swoim pracom, koronczarstwu i trendach . Ten tu, pozostanie moją prywatną rozmową z Wami ( możliwe jedynie, że zmienię mu adres, ponieważ nowych możliwości zamieszczania zdjęć dalej niet). Wracając do szala. Powstaje na planie kwadratu, z tym, że część centrala będzie duża, a bord i koronkę zastąpię , szerokim pasem koronkowego wykończenia. Wstępnie szacuję wielkość na jakieś 250cmx250cm. Część centralna to ponad 480 oczek. Koronkowe wykończenie 2000 oczek – nie ma szans, by zamknąć projekt w trzy miesiące, ale czas nie gra już roli. Kaszmir i jedwab są rewelacyjne. Powstaje coś niezwykle miękkiego, cienkiego i ulotnego. Bez kłopotu da się go upinać jako welon. A takie są początki:
poniedziałek, 09 marca 2009
54.
Wróciłam! Takiego śniegu to ja jeszcze nie widziałam. Żadnych śladów wiosny, żadnego słoneczka, żadnych trawiastych łach w górach...Jeżdżę w Dolomity jakieś 9 lat, ale to co tym razem zastaliśmy przeszło nasze oczekiwania. Mąż i syn zachwyceni męskimi warunkami. Glut im w nosach zamarzał, a długowłose dziecię przypominało człowieka śniegu. Choć, jak pisałam, oderwałam się nieco od dyrektorskiego stylu jazdy i warunki już nie są dla mnie takie ważne, odmówiłam współpracy w najtrudniejsze pogodowo dni. Kocham turecką łaźnię, więc na przemian to grzałam, to chłodziłam opuchnięte stawy. Szal Zosi nabrał kształtu. Ale nie oszukujmy się, 480 oczek z nitki nie przerabia się w 5 min. Jak nieco się ogarnę, pokażę jak będzie wyglądał. Wpadłam na wiele pomysłów. Mam nadzieję, że pomału się nimi podzielę. Pozdrawiam Was serdecznie i biegnę poczytać co u Was :-)
piątek, 27 lutego 2009
53.
Przed wyjazdem wpis ostatni Dziś było sporo biegania. Ostatnie, bardzo udane zakupy ( trafiłam na pełną gamę rozmiarów u Marks'a&Spencer'a), a w domu niespodzianka - włóczki. Zamówiony szetlad jest zbyt szorski dla dzieciny, a gdyby miał kiedyś służyć do ślubu ma zbyt naturalny kolor, zostaję więc przy kaszmirze z jedwabiem. Dziecina była uprzejma się urodzić. Ustatliliśmy, że do chrztu mam 3 - 4 miesiące - cóż raczej nie wierzę, że zdążę, ale zrobię co się da. Kaszmir jest grubości nitki do szycia, wymaga przy robótce atencji, a każde pozostawienie roboty w połowie bez opisu może skończyć się tragicznie. Moher jasno szary jest raczej dziecięcym błękitem, kolor prełowy jest raczej ecru - a tak domowo to ja bym go określiła budyniowym. Fiolet jest niezwykle twarzowy. Nie martwią mnie te różnice, biorę to pod uwagę składając zamówienie, niestety taki urok interentu, zdjęć, monitorów... Skończyłam przód i tył do Rosa. Mam tez ładne guziczki z muszli, ni to szare ,ni kremowe ,ni fioletowe -idealne. Muszę tylko pomyśleć jakim kidsilkiem go wykończyć! Dorzucam zdjęcie nowego logo i nazwy KP. Poniżej: kidsilk nr 642 , 600, 590 oraz kaszmir z jedwabiem i szetland
Ponieżej: lepsze ujęcie szetlandu, ma wyraźnie żółto szary kolor
Pod spodem Knit Picks'y na wierzchu Knit Pro
środa, 25 lutego 2009
52.
Zaświeciło słońce Po wczorajszych drobnych nieszczęściach ani śladu. Zmywarka jak nowa. Zrobiło się ciepło, zaświeciło słońce, rozśpiewały się ptaki. Moher z szetlandem co prawda okrąża ziemię po raz drugi, ale nie róbmy z tego akcji :-). Obiecałam zdjęcia gorsetu już skończonego, nie nastąpi to jednak prędko. Póki co wersja pośrednia. Czas jaki zyskałam, nasunął mi oczywiście nowe pomysły na wykończenie tej robótki i teraz już sama nie jestem pewna, że góra będzie moherowa.
Niestety mniejsze zdjęcie fatalnie prezentują wzór ( lepsza jakość na Raverly)
wtorek, 24 lutego 2009
51.
Zanim wyjadę, może trafić mnie szlag ;) Pogoda pod psem! Leje drugi dzień. Nie mogę zamieszczać komentarzy,bo podobno spamuje.... Moja firmowa poczta działa jak chce. Do wszystkich, którzy do mnie pisali, wysłałam odpowiedzi. Czekajcie, w końcu dojdzie. Moher leci BA już trzeci dzień ;) Zmywarka odmówiła współpracy. Przyjechał fachowiec. Naprawił ją w 10 minut. Następnie uszkodził zamek drzwi zmywarki. Musiał ją rozkręcić w całości. By to zrobić musiał ją wyjąć z zabudowy, by to zrobić przy zamkniętych drzwiach machiny i naszpanowanych uszczelkach trzeba być turem. Wyjął. Uszkodził drewnianą obudowę i, zalepił ją od środka dwustronną taśmą! Taśma pod wpływem ciepła puściła. Chce mi się śmiać. Bo niby na co ja liczyłam! Wkładając pizzę do pieca, zrzuciłam ją na gorące szklane drzwi! Właśnie skończyłam sprzątać. Jeśli ktoś sobie życzy, bym mu coś spieprzyła - to voila - jestem do usług :-) Miłym akcentem, który trzyma mnie dziś przy zdrowych zmysłach był lizak z Get Knitted ( już drugi raz go od nich dostałam ) i drutki KP nr 2 , 2,5 na żyłce 60cm i 120 oraz KP drewniane nr 3. KP od nr 2 do 3 są zestalone z żyłką, ostre i znacznie, znacznie lepsze niż cieniutkie Inoxy. Polecam je do cienkich ażurowych robót. Te drewniane są śliczne, kolorowe, mają wygrawerowany nr, są lekkie, ale....jak dla mnie to wada. Nie są też tak ostre jak te niklowane i ginie na nich ciemniejsza nić. Tak czy inaczej są czaderskie i na krótkie, białe projekty mogą być urozmaiceniem!
piątek, 20 lutego 2009
50.
Mix Ostatnio zdecydowanie mnie tu mniej. Czekam na zamówione moherki. Pechowo trafiłam, bo wybrałam nowości, których jeszcze w sklepie nie było. Chciałabym, by przyjechały przed końcem przyszłego tygodnia, bo.....jadę na narty! W tym roku wyjazd stał pod wielkim znakiem zapytania, bo i syn, i mąż, i ja mięliśmy niezgodności w kalendarzach. Nie zrobiliśmy rezerwacji. A tu nagle taka niespodzianka! Nie dość, że wszystkim uwolniły się terminy ;) to jeszcze nasza włoska, zaprzyjaźniona rodzina poinformowała nas, że jeśli tylko chcemy, to mają dla nas wolny pokój! Jedziemy! Nie jestem postrachem nartostrad, ale już odbiłam się nieco od dyrektorskiego stylu zsuwania się z góry :-). Bardzo mnie ten wyjazd cieszy. Wyjazdowi będzie towarzyszyć robótka. Nie liczę, że ją skończę, ale lubię powygrzewać się w słońcu, w polarze , i z drutami. Rozbawiam narciarzy :-). Będę robić szal z cienutkiego szetlandu, a jak nie dotrze to z kaszmiru z jedwabiem. Szal ma być świadkiem chrztu, a jakieś 30 lat później i ślubu. Ma być spory, ale Zosia jeszcze się nie urodziła, więc wciąż mam szanse zdążyć. Sprawy sklepu toczą się swoim życiem. Widzę szczęśliwy koniec. Może nawet uda się wydać do tego jakiś mały katalog, więc praca dziewiarsko - koronczarska wre! Wczoraj byłam uczestnikiem przemiłej rozmowy. I choć przebiegła ona naprawdę niezwykle, mam smutną-zaskakującą konstatację... Moim rodakom wydaje się, że manufaktura, przez fakt, że jest w Pradze ..toczy się sama, sama zarabia, sama sprzedaje, sama o siebie dba i sama znajduje sobie klientów...a ja jestem do niej dodatkiem. Hmmmm....może powinnam więcej narzekać ;)? Góry...moje góry
poniedziałek, 16 lutego 2009
49.
UPDATE :-) Gorset czeka na nowy moher. Ten, ktory na zdjęciach wychodzi tak idealnie i bardzo pasował do Ivel, jako wykończenie gorsetu w ogóle nie gra z jego dołem. Jest z innej gamy odcieni,bardziej soczysty i smakowity. Wykonałam z niego fragment góry, by mieć pewność,że takie rozwiązanie jednak nie pasuje i NIE PASUJE :-) W Ivelu był wrabiany w cały sweter i dlatego taka różnica. W końcu zrobię z niego szalik, bo to drugi projekt, do którego nie pasuje. Widać chce własnego, niezależnego życia :-) Zdecydowałam się więc na kontrast, ale spokojny. Krem, perła lub naturalna angora. Zobaczymy w jakim to co przyjdzie będzie klorze.
Gorsetu cd. Główna część skończona. Wełny wystarczyło, ale zamówienie i tak złożyłam :-). Dla rozmiaru 40 zużyłam 4,5 moteczka merinosa ( 140m w motku),czyli jakies 225 gram. Druty nr3,5. Teraz zabieram się za ażurową górę. Kolejne zdjęcia pokażę w całości i na manekinie. Jestem zadowolona z proporcji, układu warkoczy,które od talii z przodu tworzą ciekawą plecionkę, miękkości i tego jak całość się układa :-) Włóczkowy gorset to taki modowy żart,do wykorzystania na różne sposoby. Na pewno zrobię jego czarną wersję.
Hmmmm, kończy mi się możliwość załączania zdjęć, kasujecie stare? Czy wiecie może, czy da się odzyskać pierwotne możliwości?
piątek, 13 lutego 2009
48.
Dziś mam niewiele do zaprezentowania. Wydziergałam parę kuleczek do wykończenia poprzedniego topu, ale wciąż jeszcze brakuje jakiś 40 ;) Całkowicie pochłonęło mnie projektowanie nowego topu - dzianinowego gorsetu. Kiedyś, coś podobnego widziałam, więc na pewno ta inspiracja pozostała we mnie. Dodatkowo zachciało mi się warkoczy, które w mocny sposob zaakcentują konstrukcję ;) Pomysł też już wielokrotnie wykorzystywany. Mam jednak nadzieję, że moje połączenia oraz ażurowe wykończenie jakie się pojawią, nadadzą całości nową formę. Wykorzystuję resztkę tebe merino oraz kidsilk, jakie pozostały po Ivel. Warkocze pożerają jednak więcej niż planowałam, więc będę miała okazje do złożenia nowych zamówień :-) Całość pojawi się być może w przyszłym tygodniu, no ale głowy nie dam.
Ostatecznie też zdecydowałam, że otworzę manufakturze boutique on line. Ilość problemów jakie mam do rozwiązania - powaliły mnie. Większość wynika oczywiście z tego, że mam inne spojrzenie na swoje potrzeby niż to co proponują mi Czesi, liczę jednak, że "jakoś" pomału dojedziemy do szczęśliwego końca.
poniedziałek, 09 lutego 2009
47.
Jak niedźwiedzie łapy stały się Frost Flowers… Modny ostatnio na naszych blogach wzór, spopularyzowany przez http://kyrelka.blogspot.com , a nazwany przez Rosjanki niedźwiedzimi łapami to Frost Flowers z książki Barbary G. Walker „A Treasury of Knitting Patterns”. Ja, co prawda swój wyciągnęłam z „A Gathering of Lace by Meg Swansen”, ale myślę, że Meg tylko użyła go do swojego projektu, bo książka Barbary została wydana wcześniej. Tak czy inaczej, wzór jest popularny, a u http://dagi35.blox.pl/ można pobrać jego graficzną wersję. Przyznaję też, że Frost Flowers jako nazwa odpowiada mi bardziej.Należę do osób, którym ten wzór lepiej wypada robiony dwustronnie. W tym wydaniu jest dla mnie prosty i bez większych kłopotów wiem jak redukować w nim oczka na podkroje.Fakt ten zresztą ogromnie mnie ucieszył, bo przymierzałam się do robienia tym wzorem płaszczyka z piaskowej alpaki, ale widmo „walki” nieco mnie zniechęcało. Nie mam natomiast bladego pojęcia co jest powodem, że ażurowe wersje listków ( czy jak kto woli pazurków ) w robocie na okrągło są luźne. Nie widać tego szczególnie po wykończeniu, ale dla mnie różnica jest kolosalna! Moja wersja topu nie jest jeszcze skończona ;) Potrzebuję około 50-60 kuleczek na ramiona i tył, przy czym tył nie będzie już tak obfity. Top podszyty jest haleczką z jedwabnej żorżety ( Milanówek ). Ze względu na kolor moheru zdecydowałam się na wersję ecri. Choć czarna zdecydowania lepiej podkreśla ażur, gasiła światło wełny i wszystko robiło się bardzo żałobne. Całość ważyć będzie ok. 15 dag. Zużyłam 5 dag moheru w kolorze jasno szarym, który w mocnym oświetleniu robi się lekko fioletowy, około 8dag bawełny Kartopu do wypełnienia kulek i 60 cm jedwabiu. Rozmiar 40. Długość od ramienia – 62 cm Talia – 78 cm Biodra – 104 cm Biust – 100cm Top przypadł mi do gustu i chyba powstanie jego burgundowa wersja!
|
Zakładki:
Blogi
Napisz do mnie
Nitką splątane
Z innej bajki
|